EventPackMuzykaWydarzenia

Wu-Tang Clan w Łodzi. Powrót do czasów, kiedy hip-hop był świętością [FOTO]

Są takie koncerty, które traktuje się trochę jak podróż w czasie. Nie tylko dlatego, że na scenie stoją legendy, ale dlatego, że nagle przypomina się, kim się było, kiedy pierwszy raz słyszało się te płyty. Piątkowy występ Wu-Tang Clan w Atlas Arena w ramach trasy Wu-Tang Forever: The Final Chamber był właśnie takim wieczorem.

Nostalgia, która wciąż działa

Nie oszukujmy się – na tej publiczności było sporo ludzi po trzydziestce i czterdziestce. Takich, którzy pamiętają moment, gdy Enter the Wu-Tang (36 Chambers) było czymś więcej niż tylko płytą. Było manifestem.

I właśnie ta nostalgia była w Łodzi bardzo wyraźna. Hala może nie była wypełniona po brzegi, ale ci, którzy przyszli, przyszli naprawdę po to, żeby się bawić. W powietrzu było czuć ten specyficzny klimat: trochę reunionu starej szkoły hip-hopu, trochę celebracji kultury, która ukształtowała całe pokolenie.

Gdy na scenie pojawiło się logo Wu

Moment, gdy nad sceną pojawiło się charakterystyczne logo Wu-Tang, wywołał natychmiastową reakcję publiczności. Ludzie podnieśli ręce w charakterystyczne „W”, ktoś krzyknął „Wu-Tang is forever!” i nagle Atlas Arena zamieniła się w jeden wielki hip-hopowy blok imprezowy.

Na scenie pojawiali się kolejni członkowie ekipy – RZA, GZA, Raekwon, Ghostface Killah, Method Man, U-God, Masta Killa – a każdy numer był jak kolejny rozdział historii. „Bring Da Ruckus”, „Da Mystery of Chessboxin’”, „C.R.E.A.M.” czy „Triumph” to nie są już po prostu kawałki. To klasyka, która wciąż działa na ludzi jak zapalnik.

Stare numery, nowa energia

Najlepsze w tym wszystkim było to, że mimo upływu lat w tej muzyce wciąż jest energia. Może nie wszystko było idealne – czasami dźwięk w hali gubił szczegóły, momentami poszczególni MC-si gonili trochę za bitem – ale szczerze mówiąc, w takim koncercie nie chodzi o perfekcję.

Chodzi o momenty, gdy kilka tysięcy ludzi rapuje razem refren. O moment, gdy ktoś obok ciebie nagle mówi: „Stary, ja tego słuchałem na kasecie”.

I właśnie takie chwile w Łodzi się zdarzały.

Wu-Tang to więcej niż zespół

Wu-Tang Clan zawsze było czymś więcej niż tylko rapową ekipą. To mitologia, która powstała na styku nowojorskich ulic i estetyki kung-fu. Do dziś działa na wyobraźnię fanów i wciąż przyciąga ludzi z całej Europy.

Dlatego nawet jeśli była to trasa pożegnalna, nie miała w sobie smutku. Bardziej przypominała wspólne świętowanie historii hip-hopu.

Wielkie ukłony dla Live Nation Polska za organizację tego wydarzenia. Dzięki takim trasom można zobaczyć na żywo artystów, którzy dla wielu z nas byli soundtrackiem młodości.

A to, dla ludzi wychowanych na kasetach, walkmanach i pierwszych płytach hip-hopowych, znaczy naprawdę dużo.

Foto : Stanisław Wadas

Powiązane artykuły

Back to top button